wtorek, 6 sierpnia 2013

korelacja pierwsza.

Afrodyta

Pamiętasz te czasy, kiedy sprawdzian z zamaszyście nakreśloną na górze kartki szósteczką lądował na biurku twojego ojca? Pamiętasz te czasy, kiedy zrywałaś się o poranku, pomimo bardzo często ogarniętej jeszcze spowitą ciemnością aury, z chyba nakreślonym uśmiechem na ustach, szybko zdobiąc kanapki masłem orzechowym i niesiona na skrzydłach zmierzałaś do szkoły? Pamiętasz te czasy, kiedy nieśmiałość stawiała ogromną barierę pomiędzy tobą a klasowymi chłopakami? Pamiętasz te czasy, kiedy randki były azylem spadającym z nieba, kiedy cieszyłaś się jak dziecko na widok chociażby podwójnego biletu do kina? Pamiętasz te czasy, kiedy fenomenalnie zdałaś maturę i dostałaś się bezproblemowo na wymarzoną amerykanistykę? Pamiętasz te czasy, kiedy pierwszy raz spotkałaś Walentynę? Pamiętasz te czasy, kiedy z wrogo nastawionych do siebie kobiet stałyście się najlepszymi przyjaciółkami? Pamiętasz te czasy, kiedy pochłaniałyście hurtowo lody na parapecie, wypluwałyście gumy do żucia przez okno, tańczyłyście przez pół nocy do ukochanych piosenek Pink? Pamiętasz te czasy, kiedy całowałyście się w usta na powitanie, jak większość otaczających was osób płci żeńskiej? Pamiętasz te czasy, kiedy spałyście w jednym łóżku, brodząc dłońmi po swoich jędrnych ciałach? Pamiętasz te czasy, kiedy męskie członki zamieniłyście na plastikowe zabawki z pobudzającymi dodatkami? Pamiętasz ten dzień, kiedy powiedziałaś ojcu, że jesteś homoseksualistką? Pamiętasz jego bladnącą twarz, mięknące nogi i trzy doby pod kroplówką?
Pamiętasz, jak obiecałaś Wallemu, że żaden facet nie będzie w łóżku lepszy od niej?

Z reguły uchodzisz za tę łatwiejszą, delikatniejszą. Nie wchodzisz na stół podczas imprezy w klubie, nie bujasz tyłkiem na prawo i lewo, nie wędrujesz dłonią ku męskiemu przyrodzeniu, nie oplatasz nią męskiego członka i nie pobudzasz go do działania, nie lądujesz chociażby w toalecie z byle kim. W ogóle cię to nie kręci. Nie kręcą cię faceci. Kręci cię tylko ona, tylko Walentyna. Tylko ją potrafisz całować po szyi na środku parkietu, tylko jej ślina może wylądować w twojej jamie ustnej, tylko jej dłonie mogą zgubić się w drodze pomiędzy brzuchem a kolanami. Tylko ona jest ci potrzebna do mentalnego i cielesnego spełnienia.

Przyzwyczaiłyście się do kuriozalnych spojrzeń, tak jak przyzwyczaiłyście się do nieco innego traktowania przez całe otoczenie. Nie przeszkadzają wam złośliwe teksty, mnóstwo obelg i posądzanie o nimfomanię. Puszczacie to mimo uszu, tak jak puszczacie swoją ukrytą namiętność. Nie ma takiej siły, która byłaby w stanie was powstrzymać. Bóg nie jest aż tak pomysłowy. A może ograniczony w waszym przypadku?

Znów bujasz się w jej objęciach, znów wirujesz roześmiana wokół każdej dwójki przeciwnej płci. Znów muskasz palcem wskazującym jej rozgrzany policzek. Znów przygryzasz jej dolną wargę i ciągniesz w swoim kierunku. Czujesz smak krwi, limonki i wilgoci z twoich ud, wilgoci sprzed paru godzin. Bawisz się językiem Trojanowskiej, jakbyście znajdowały się w jakimś pomieszczeniu bez klamek, bez świadków, bez rażącego światła. Nawet delikatna woń wódki ci nie przeszkadza. Bo sama nie wiesz, czy to jej kubki smakowe tak nią nasiąknęły, czy może to pochłonięty przez ciebie alkohol wywołuje takie omamy.

- Zajebista pokazówka - słyszysz tuż nad swoim uchem, tuż za sobą, tuż po wyjściu Wallego do toalety.
- Naucz się odróżnić pokazówkę od prawdziwej zabawy, chłopczyku - syczysz bez krzty sympatii, a tym bardziej szacunku. Nie przeraża cię nawet jego budowa jak u strzelistego drzewa i ramiona o objętości porównywalnej z twoimi dwoma złączonymi ze sobą łydkami. Tak samo jak nie podnieca trzydniowy zarost, artystycznie postrzępione włosy i zielone oczy, zupełnie identyczne jak odcień twojej sukienki.
- To wy lizałyście się tak na serio? - kpi, upijając łyka twojego drinka. Gdzieżby śmiał zapytać o pozwolenie!
- Na twoje nieszczęście.
- Ta druga to twoja prywatna dziwka?
- Raczej dziewczyna.
- I we dwie się pieprzycie?
- Nie za dużo pytań?
- Wystarczająco, aby dowiedzieć się, kto mi dzisiaj obciągnie.
- Szukasz chętnej? Trafiłeś w złe miejsce, kochanieńki. Nie interesuję mnie twoje przyrodzenie.
- Ale mnie twoja słodka i wilgotna już tak - wodzi dłońmi po twojej szyi, ignorując lepiącą mu się do nogi lalunię w skąpych ciuszkach. A tobie coraz mniej zaczyna się ta wymiana zdań podobać.
- Wilgotna to może i była, ale wszelki śluz prędko wyparował.
- Twój sztuczny fiut zabrał go w całości?
- Nie, raczej twoje wkurwiające gadki.

Szczypie twoją skórę palcami jednej dłoni, drugą zaciskając w pięść. Jego oczy nie są już tak pijane radością, uśmiech zmywa z siebie resztki cyniczności. Z cwaniaka zamienia się w wojownika. Ot tak, jakby było to najnormalniejsze zachowanie na świecie, nawija garstkę twoich włosów na nadgarstek i ciągnie za sobą. Nawet pulsujący ból nie ma znaczenia, tak jak i zgubione w trakcie wędrówki po schodach buty. Znaczenie ma jedynie Walentyna, w tym momencie zostawiona przez ciebie, de facto nie z własnej woli, na lodzie. I z kim będzie teraz tańczyć, z kim błądzić nawzajem pod damską koszulką?

Zamyka cię wraz ze sobą w oświetlonym kurewską ilością lamp pomieszczeniu z pościelonym, ogromnym łóżkiem. Możesz krzyczeć, możesz określać go mianem najgorszego skurwiela na świecie. Tylko co ci po tym, skoro nie ruszy to ani jego, ani innych z tego piętra, zdrowo najebanych w trzy dupy?
- Jak mam ci wytłumaczyć, że faceci mnie nie kręcą?
- Jak mam ci wytłumaczyć, że zmienisz zdanie, kiedy poczujesz mnie w sobie, kiedy zrozumiesz, że tylko ukrwiony i pełen życia członek jest o niebo lepszy od plastikowego gówna?
- Mógłbyś rżnąć mnie przez resztę nocy, a moje zdanie na finiszu i tak pozostanie takie samo.
- I będę rżnął. Rżnął z magicznym finiszem.
Nie bronisz się przed nim. Nawet nie masz takiej możliwości, gdyż krępuje twoje górne kończyny paskiem od spodni i wykręca do tyłu. Boli? Nie tak bardzo jak świadomość, że dopuszczasz się zdrady. Zdrady swojej dziewczyny.
Co go to interesuje, że twoja sukienka została zakupiona przed kilkudziesięcioma godzinami. Co go to obchodzi, że przepieprzyłaś na nią dużą część oszczędności od ojca. Byłaby nieskazitelna, gdyby nie przeszkadzała. A przeszkadza.
Zielony materiał ze zniszczonymi ramiączkami ląduje na podłodze, tak jak i ląduje twoja godność. Godność, która powinna wrzeć z poczucia winy, a nie narastającego pożądania. Koronkowy biustonosz powiela los swojej nawierzchniej przyjaciółki, zupełnie jak majtki o identycznym odcieniu szarości.
Kołyszesz się z narastającą intensywnością na boki, kiedy językiem wytacza drogę od nasady stopy aż do kości policzkowej. Masz wrażenie, jakby przejeżdżał po fakturze twej skóry nawilżoną chusteczką, jakby pieścił cię w bardzo intymny sposób. Masz takie wrażenie, bo rzeczywistość jest inna. Walczy sam ze sobą, walczy z dobraniem się w pierwszej kolejności do danej strefy erogennej. Wywalczył sobie twoje nabrzmiałe od jego chwilowego dotyku piersi.
Zaciskasz związane dłonie w pięści, gdy brutalnie masuje jeden sutek, drugi natomiast obejmuje ustami i ssie. Ssie tak, że czujesz narastający erotyczny ból. Nie pyta, czy tobie jest dobrze, czy nie przegina pałki na drugą stronę. Nie pyta, czy może je skubać zębami, moczyć w ślinie i w następstwie ją zlizywać. Nie pyta, czy może zawędrować trzema nawilżonymi palcami do twojego ciepłego wnętrza. Nie pyta, czy może nimi zginać, czy może wsuwać je i wysuwać w tempie karabinu maszynowego, czy może przygryzać zepchnięte w tym momencie na dalszy plan wargi sromowe. O nic nie pyta. Po prostu robi to, o czym wcześniej cię zapewnił.
- Możesz krzyczeć. Przecież i tak widzę, że jest ci dobrze.
- Nie za pewny swoich możliwości jesteś? - mruczysz z niechęcią, gdyż każde otworzenie ust może skończyć się wybuchem.
- Nie. W innym wypadku nie rozkładałabyś nóg jeszcze szerzej.
- Może mi tak wygodniej?
- Może liczysz na coś mocniejszego?
Nie liczyłaś. Ale jakie znaczenie ma tu twoje zdanie? Mogłaś milczeć i napawać się jego wszędobylskimi palcami. Mogłaś. A teraz? Teraz musisz zmagać się z jego otwartą dłonią lądującą z hukiem na twoim tyłku po każdym ruchu uwięzionej w twym wnętrzu drugiej dłoni.
Czujesz, że twój pośladek osiągnie niedługo stan pożarowy. Oczami wyobraźni widzisz jego nieprzeniknioną czerwień. Tak jak i widzisz jego buńczuczny uśmiech, kiedy już językiem nie kręci po twojej łechtaczce.
Jakby machinalnie przestaje. Jakby machinalnie przewraca cię na brzuch. Jakby machinalnie cicho piszczysz po zetknięciu nabrzmiałych piersi z zimną pościelą. I jakby machinalnie nastawiasz się na najprzyjemniejszą atrakcję nocy.
- Chcesz zobaczyć, co to znaczy prawdziwy seks? - szepcze ci na ucho, w tym samym czasie rozchylając twoje nogi.
Już nie możesz. Nie możesz powstrzymać napięcia i rozochoconej strefy erogennej. Krzyczysz. Krzyczysz, kiedy czujesz jego męskość rozciągającą twoją pochwę. Krzyczysz, kiedy zamiast zimnego przedmiotu czujesz gorącego i pulsującego drąga, tak kurewsko dobrze podrażniającego zakamarki twojego wnętrza.
- Nie powstrzymuj się, maleńka, daj upust ekstazie.
Jego słowa są jakby kluczem do dalszej zabawy. Nigdy nie osiągnęłaś tak szybko orgazmu - aż do teraz. Nigdy nie oddawałaś się drugiej osobie przez tak długi okres czasu - aż do teraz. Nigdy nie bawiłaś się na tak wiele sposobów - aż do teraz. I aż do teraz nie myślałaś o konsekwencjach tak spędzonej nocy.
- Wolno ci tak bezcześcić kobiecą fantazję? - charkasz, masując jego lepkiego członka.
- Jestem Bartman. Mi wszystko wolno.


~*~
tak się zastanawiam, czy nie przekwalifikować tego bloga na takiego typowo dla dorosłych, uhm.

nie pytajcie, skąd mi się to wzięło.
po prostu muszę z siebie i ze swojej wyobraźni wyrzucić ten nadmiar seksu i lesbijstwa.
i już.
z dwojga złego chyba lepsze lesbijki niż para gejów, co nie?
pomyśleć, że chciałam to zrobić Bartmanowi i Kubiakowi, o ja niedobra.

a Zbysiu? Zbysiu jeszcze nie raz będzie miał tutaj pole do popisu.